VLORA JEST MIEJSCEM UNIWERSALNYM - polecamy reportaż

Drukuj



Vlora, 26 lutego 2012 r.

Autorka: Izabela Nowek *

Vlora jest miejscem uniwersalnym. Można tam zacząć podróż po Albanii lub odpocząć w trasie. Warto odwiedzić to miasto wiedząc już coś o kraju lub próbując zmierzyć się ze stereotypami. Topograficznie jest to doskonały punkt wypadowy.

-Za dwie godziny możemy być w Tiranie – usłyszałam, kiedy wyraziłam swoją sympatię do stolicy Albanii. Za dwie godziny możemy również być w Beracie lub wykorzystać ten czas na podziwianie widoków, które oferuje nam przełęcz Llogary.

Trochę więcej zajmie nam dotarcie do Sarandy, Butrintu czy Gjirokastry, ale każdy z tych wypadów jesteśmy w stanie zamknąć w jednodniowej wyprawie i wieczorem sączyć piwo w jednej z restauracji położonej nad brzegiem morza… Musimy się tylko zastanowić nad brzegiem, którego morza chcemy spędzać czas:  Jońskiego? Adriatyku?


Tunel

To właśnie we Vlorze – w pobliżu tunelu – przebiega ta wodna granica. Tam również znajduje się źródło wody mineralnej codziennie oblegane przez miejscowych, którzy taszczą ze sobą niezliczoną ilość plastikowych baniaków do napełnienia. Cały proceder przebiega sprawnie i towarzyszy mu krzyk dzieciaków, które skaczą z kamiennych stopni do morza, wykonując przy tym rozmaite akrobacje. Później wsiadają na skutery i znikają we wspomnianym tunelu lub wręcz odwrotnie mkną „na miasto”. A tam jest co robić.

 
Vlora jest kurortem, który w sezonie budzi się wieczorem. Fale ludzi przelewają się przez nadmorski deptak żeby później strumieniem wedrzeć się na główną ulicę miasta. Jak to zwykle w takich miejscach bywa jest kolorowo, błyszcząco i głośno.

Każdy kto przyjeżdża do Albanii ma wrażenie, że kraj zamieszkują sami mężczyźni. W tym ich natłoku gubią się kobiety, które wychodzą z domów tłumnie dopiero po zmierzchu. Bo kobiety są mądre i wychodzą wtedy, kiedy upał zelżeje. Starsze siadają na ławeczkach w parkach, młodsze rozmawiają pilnując dzieciaków, a najmłodsze na wysokich obcasach przemierzają deptaki. Bliskie sobie. Trzymają się za ręce. Pod ręce. Obejmują. Zlewają w jedno ciało. Może dlatego ich nie dostrzegamy. Może dlatego w Albanii „nie ma kobiet”. Są dziewczyny, których jeszcze nie ogarnął nawyk obowiązków domowych.


Klub Insomnia

 Pamiętam, jak taka piękność prowadziła kolo w jednej z większych dyskotek Vlory. Biała chusteczka, zwinny nadgarstek i piękne nogi w krótkich jeansowych spodenkach. Wtórowała jej błyszcząca cekinami gwiazda wyśpiewująca te wszystkie miłosne historie spod znaku krwi i miodu. A chłopcy podążali za tą młodą, aż im się nogi plątały. Wśród nich maluchy próbujące tańczyć. Seniorki rodu przyklaskiwały siedząc dumnie przy stolikach. Godzina była późna, a wszystkie pokolenia zgodnie biesiadowały.

 Wracając do hotelu nawet bardzo późno natkniemy się jeszcze na młodzież skupioną wokół modnych dyskotek, w których muzyka cichnie dopiero rano. Turyści, tubylcy, piękni, modni i na wakacjach.  

Jeśli potraktujemy Vlorę jako  podręcznik  „Albania dla początkujących”, możemy również poczuć się usatysfakcjonowani. W indeksie najważniejszych pojęć znajdziemy takie słowa jak: Ilirowie, kultura rzymska, niepodległość, komunizm, bektaszyznm, prawosławie…

 Wycieczkę warto rozpocząć od zwiedzenia ruin starożytnego miasta Orikum, gdzie zatopione przez lagunę ulice sąsiadują ze składem zardzewiałych min oraz torped pamiętających czasy miłości albańsko – radzieckiej i dramatycznego upadku tego sojuszu. 

Baza wojskowa Pashaliman znajdująca się na półwyspie Karaburum  jest obecnie miejscem, gdzie stacjonują wojska NATO. Kiedyś to tam swoją bazę miały wojska królowej Teuty, a później Pompejusza, który walczył z Juliuszem Cezarem. Teraz alejkami wykutego w skale miasta przechadzają się majestatycznie krowy.  

 
-Nikomu nie chce się brnąć w tą całą biurokrację – taka jest odpowiedź na moje pytanie o zaniedbania – wszyscy wolą jechać pracować do Butrintu czy nawet Apolonii. Tu trzeba przeskoczyć fakt, że znajdujemy się na terenie bazy wojskowej. Przepustki, pozwolenia…

 


Teraz kierujemy się na północ, do miejsca, na którego trwającą odbudowę pieniądze się znalazły. Kilka kilometrów za miastem znajduje się monastyr Zvernec.

Mała, prawosławna, pochodząca z  XIV wieku cerkiew, wraz z kompleksem budynków położone są na wyspie, do której prowadzi most przecinający lagunę.


Zvernec, cerkiew
To malownicze miejsce upodobali sobie wędkarze oraz młode pary, które robią sobie tam sesje zdjęciowe. Sama świątynia dzięki wsparciu cerkwi greckokatolickiej jest obecnie remontowana. W czasach albańskiej rewolucji kulturowej zmieniono świątynię na miejsce internowania. Duża wilgotność, trudne warunki oraz odcięcie od świata sprawiały, że wysepka Zvernec stała się doskonałym miejscem, dla tego typu praktyk.


Kuzu Baba, widok z dołu

Wieczorem, nadal kierując się kluczem wiary warto wspiąć się na wzgórze Kuzu Baba. Schody prowadzące na szczyt znajdują się w samym sercu miasta – prawie naprzeciwko meczetu, zaraz obok miejsca o wdzięcznej nazwie Elis Club,  gdzie wieczorami kierowcy autobusów, taksiarze i policjanci odpoczywają przy piwku. Tam znajduje się również coś na kształt przystanku autobusów oraz dworca, gdzie zawsze informacji udzieli ci młody barman imieniem Igli lub jego posiwiały już co nie co ojciec Arian. Niebieskooki i może na pierwszy rzut oka trochę niepozorny, ale zawsze świetnie poinformowany. Wszystko załatwi, przekręci kilka razy sygnetem, a na zakończenie szatańsko się uśmiechnie.

Warto przed wspinaczką wypić tam piwo Tirana w mrożonym kuflu. Możemy również zawitać tam rano. Jeśli znajdziemy się w pobliżu kawę z rakiją poda nam Mira, która rządzi tam za dnia. Odwiedzając Elis Club nie odbiegniemy od wątku duchowego zbyt daleko, gdyż osoby przesiadujące w tym barze, podając swoje położenie mówią z rozbrajającą nonszalancją, że właśnie modlą się w meczecie. Skąd takie ryzykowne żarty? Większość mieszkańców Vlory to bektaszyci, czyli wyznawcy specyficznej formy islamu. Właśnie wzgórze, na które jeszcze nie dotarliśmy ze względu na bardzo smaczne i orzeźwiające piwo jest miejscem świętym dla bektaszytów. Chociaż tak bliskie profanum.

 
Gaszenie pożaru na Kuzu Babie
Najlepiej wybrać się tam w czwartek, kiedy to przy mauzoleum Kuzu Baba płoną świece zapalane w różnych intencjach. Zdarzyło się też tak, że iskra wzniecała pożar nad miastem i wywoływała nieznaczne ożywienie w Elis Clubie. Sama z kuflem w ręce stałam z zadartą głową na parkingu.

Z góry widać całą panoramę miasta, która najpiękniej wychodzi na zdjęciach po zmroku. Kiczowate różowo-granatowe niebo i światła miasta. A za plecami siedziba derwiszów, którzy podobno  przyjmą każdego, kto nie ma gdzie spać ani co jeść.

Jeśli zejdziemy już ze wzgórza możemy odwiedzić meczet Murad. Kierując się dalej w górę ulicy po prawej stronie możemy zjeść pyszny tradycyjny byrek sprzedawany przez sympatycznego pana z Kosowa, który szuka narzeczonej dla swojego siedemnastoletniego przystojnego syna.

 Idąc dalej z byrkiem i jogurtem w ręce możemy przysiąść na ławce w parku pod monumentalnym pomnikiem Niepodległości. Właśnie we Vlorze w 1912 roku została ona ogłoszona – co więcej Vlora w tamtych czasach była stolicą Albanii.


Aulona

Dodatkowo z Placem Sztandarów sąsiadują pozostałości niegdyś słynnego starożytnego miasta Aulona. Kilkanaście kroków dalej znów przenosimy się w czasie i możemy stanąć twarzą w twarz z Ismailem Qemalem – ojcem niepodległej Albanii. Aby dowiedzieć się więcej o tym okresie historycznym warto ponownie przemierzyć główną ulicę. W pobliżu portu i naprzeciwko najlepszego hotelu International znajduje się niewielkie Muzeum Niepodległości.

 I tak mamy historię w pigułce. Jeśli dodamy do tego również niechlubną, ale jakże romantyczną wzmiankę o tym, że Vlora była centrum przemytu, zilustrujemy to zdjęciami architektury pochodzącej z czasów tureckich oraz włoskich zrozumiemy co naprawdę oznacza pojęcie „styk kultur”.

Zdjęcia: Wikipedia
*Filolog, rezydentka we Vlorze, pracuje w Centrum Turystyki Oskar.

DMC Firewall is a Joomla Security extension!