Prokurator generalny Albanii - zawód dość niewdzięczny - zob. info-blog Przemysława Żukiewicza

Drukuj
  Poznań, 25 stycznia 2012 r.

Przemysław Żukiewicz

Prokurator generalny Albanii - zawód dość niewdzięczny

 Na poniedziałkowej konferencji prasowej albańska prokurator generalna, Ina Rama, ogłosiła, że – w związku z zastrzeleniem przed rokiem czterech opozycjonistów próbujących szturmować siedzibę premiera – zamierza postawić zarzuty Ndrei Prendiemu, stojącemu na czele albańskiej Gwardii Republikańskiej (odpowiednik naszego BOR-u).

Prokurator generalna Albanii, Ina Rama
Rzecz dotyczy wydarzeń z 21 stycznia 2011 r. Funkcjonariusze Gwardii otworzyli wówczas ogień do protestujących, którzy próbowali wtargnąć do siedziby premiera. W wyniku tego zginęły 4 osoby a co najmniej kilkanaście zostało rannych. Nikt (co w sumie oczywiste) nie przyznał się do wydania rozkazu strzelania. Prokuratura rozpoczęła więc swoje śledztwo, ale co i rusz napotykało ono na przeszkody. Ot, choćby w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęły zapisy z monitoringu (za co zresztą aresztowany został szef rządowego wydziału IT). W całym tym galimatiasie prokurator generalna musiała się więc odwołać się do ustaleń śledczych z FBI (sic!). Ci ustalili (podobno bezsprzecznie), że broń, z której strzelano do jednej z ofiar, należała właśnie do Ndrei Prendiego.

Nie miejsce tu na analizę materiału dowodowego. Ciekawe z mojego punktu widzenia są natomiast reperkusje polityczne poniedziałkowej konferencji Iny Ramy. Od razu widać na przykład, że sąd wcale nie jest tak skory do przyjęcia wersji prokuratury – nie uwzględnił jej wniosku i zarządził zastosowanie wobec Prendiego aresztu domowego (czym zasugerowano, że nie zostanie przyjęta kwalifikacja czynu – „zabójstwo”). 

Druga rzecz: premier Sali Berisha zawiesił wprawdzie Prendiego w pełnieniu funkcji, ale nie omieszkał przy tym w ostrych słowach zbesztać Iny Ramy. Szef PDSh do dziś bowiem utrzymuje, że wydarzenia sprzed roku były próbą zorganizowania zamachu stanu i odebrania mu władzy. Głównymi inicjatorami tych pozaprawnych działań mieli być (zdaniem premiera): prezydent (Bamir Topi), prokurator generalna, szefowie służb specjalnych, liderzy opozycji oraz dziennikarze. Jeśli ktoś nigdy jeszcze nie słyszał o wywieraniu nacisku na sądy i prokuraturę, niech ma świadomość, że Berisha publicznie obiecał, że jak tylko skończy się kadencja Iny Ramy, on sam zainicjuje nowe śledztwo, które doprowadzi do aresztowania zarówno prokurator generalnej, jak i prezydenta Topiego. 

Na korzyść Iny Ramy świadczy fakt, że nie ogranicza się ona w swoich działaniach do identyfikacji osób strzelających do demonstrantów, ale zmierza także do ustalenia, kto odpowiada za zeszłoroczne zamieszki po stronie opozycyjnej wobec Berishy. W związku z tym prokurator wystąpiła na przykład do parlamentu o uchylenie immunitetu trzem liderom PSSh, których podejrzewa o nawoływanie do łamania prawa podczas protestów.

Nikt nie wie zapewne, na czym cała sprawa się ostatecznie zakończy, ale myślę, że nazwisko Iny Ramy warto zapamiętać na dłużej. Ciekawe też, czy zamieszanie związane z oskarżeniami Berishy wobec prezydenta Topiego wpłynie na wynik tegorocznych wyborów prezydenckich (zaplanowano je na lipiec). Arytmetyka parlamentarna wskazuje na to, że może być ciekawie. Berisha dysponuje w parlamencie skromną przewagą 72 mandatów, a to zdecydowanie za mało do wyboru głowy państwa (potrzeba większości 3/5, czyli 85 głosów). Premierowi raz już udało się doprowadzić do rozłamu w partii socjaldemokratycznej – czy w tym roku uda się to ponownie? Na odpowiedź musimy poczekać do wakacji.
Zdjęcie za: http://www.noa.al/3/artikull.php?id=80853.
Our website is protected by DMC Firewall!